Wednesday, 6 September 2017

On the way to LA! - day 1/ W drodze do Los Angeles - dzień 1-szy


Wiem, że nie jestem najszybszym sprawozdawcą swych własnych przygód, ale wolę to zrobić po mojemu i porządnie. Może powinnam bardziej nazywać się kronikarką niż blogerką? ;)
A więc z kronik Ani-Interesowani: dziś przedstawię Wam jedną z najbajeczniejszych wycieczek, jakich sobie sama zorganizowałam. Było dużo stresów, ale odkąd przeczesałam stronę kalifornijskiej organizacji turystycznej, wiedziałam, że chcę to zrobić! Pokonałam dystans między San Francisco a Los Angeles autem! Pierwszy raz musiałam się mierzyć z automatyczną skrzynią biegów. Nie wiedziałam, czy będę miała gdzie zaparkować (zawsze mnie stresuje, gdy zabieram auto w nieznane miejsce - gdzie ja zaparkuję?). A co jak mnie GPS zmyli? A co jeśli auto padnie pośrodku niczego? Wątpliwości było dużo, ale jak zwykle podążyłam za instynktem!

I know that I may not be the fastest reporter of my own adventures but I prefer to publish it slowly and my way. Maybe I should call myself a chronicler and not a blogger? ;)
So, from the Chronicles from Ania-Interesowania: today, I would show you one of the most wonderful trips that I have ever organized to myself. It was stressful, but since I read about it on the California Tourism website, I knew I wanted to do it! I covered the distance between San Francisco and Los Angeles by car! For the first time I drove a car with automatic transmission! I didn't know where to park (a little phobia of mine - when I take a car to a new place, I am always stressed if I would be able to park it). What if the GPS would be wrong? What if the car is dead in the middle of nowhere? There was a lot of second thoughts but I followed my instinct!

Moja trasa: http://www.visitcalifornia.com/trip/highway-one-classic  (tyle że zaczęłam z San Francisco i nie dojechałam do San Diego). Aktualnie google maps nie pozwala teraz na przejazd z Big Sur do Hearst Castle słynną highway 1, zawalił się jeden z mostów na drodze. Miałam szczęście w zeszłym roku, bo mogłam podziwiać Big Sur przez całą długość wybrzeża :)

My trip: http://www.visitcalifornia.com/trip/highway-one-classic (but I started in San Francisco and didn't get to San Diego). Right now google maps doesn't allow to use highway 1 all the time, one of the bridges on the way collapsed. I was so lucky that I was able to admire Big Sur last year on the full scale! :)


1. Santa Cruz



Raj dla surferów jakieś półtorej godziny drogi od San Francisco był moim pierwszym przystankiem. Spędziłam tam akurat tyle czasu, ile jako nie-surfer powinnam - w godzinę pochodziłam po molo, popstrykałam zdjęcia lwom morskim, wypiłam pierwszą kawę i ruszyłam dalej.

Surfers paradise was my first stop after around one and a half hour from San Francisco. I spent there exactly right amount of time as a no surfer should - in one hour, I walked along the marina, I took a few pictures of seals, I drank my first coffee of the day and then I continued the trip.









2. Monterey
 Przeszłam się po marinie, chyba nawet coś przekąsiłam i po godzinie ruszyłam dalej. Ciekawa, kalifornijska architektura, w miarę łatwy parking, ale nie zachwyciło mnie specjalnie. Polecam pominąć i od razu jechać do Caramel!

 I walked along the marina, probably I even had a bit to eat and after one hour, I continued the trip. There was a nice Californian architecture there, quite an easy parking but nothing marvellous. I advise to skip it and go directly to Caramel!






3. Caramel-by-the-sea

Wow, wow, wow! Gdybym miała gdzieś spędzić tydzień w Kalifornii, to zdecydowanie tutaj!
Wpierw nieumiejętnie zaparkowałam i straciłam dużo czasu, myśląc, że plaża już jest tuż-tuż, na wyciągnięcie ręki. Szybko wróciłam jednak do auta i stanęłam już blisko samej plaży - wciąż nie wiem, czy zaczynała się już tam strefa bez parkowania czy nie, ale nikt mi auta nie odholował. Nie miałam niestety więcej czasu, bo wciąż czekało mnie przejechanie najważniejszej części - Big Sur (i chciałam zdążyć nim zapadną całkowite ciemności).
 Caramel zapamiętam jednak jako piękne miejsce, gdzie słońce odbijało się od bialutkiego piasku i wraz z bryzą, tworzyło niesamowity morski pejzaż.

Wow, wow, wow! If I had a week to spend in California, it would be here! Firstly, I got a very bad parking spot, much further from the beach that I expected. I needed to get back to the car and this time I parked right next to the beach. I am still not sure if it was already a no parking zone but no one took my car away so probably it was fine ;) I didn't have a lot of time there as I still had the most important part of the trip ahead of me - Big Sur - and I wanted to drive it before the sunset.
I will remember Caramel as a beautiful place where the sun reflected on the white sand and with the breeze created an amazing landscape.








4. Big Sur - najważniejszy punkt mojej wycieczki! Autostrada numer 1, wijąca się wieloma zakrętami wzdłuż zachodniego wybrzeża, była trasą, na której mogłam poćwiczyć moje zdolności kierowcy ;) Po drodze jest dużo zatoczek dla samochodów, by zatrzymać się i pocykać zdjęcia. Do hotelu w San Simeon dojechałam już po zmroku. Ten moment też był magiczny. Małe miasteczko pośrodku nikąd, w dali słychać tylko szum oceanu... Bajka! :)

The most important part of my trip! Highway 1, with a lot of crazy turns along the West Coast, was a perfect place to improve my driving skills. On the way, there were some sightseeing stops. I arrived to my hotel in San Simeon well after the sunset. It was also a magic moment. I stayed in a tiny town in a middle of nowhere where you could hear ocean... Fairy tale! :)










Ciąg dalszy nastąpi... / To be continued...

Sunday, 27 August 2017

Harry Potter brownie


Dawno już nie było świeżych wpisów, więc tadam - o to i jeden z nich. To ciasto powstało kilka dni temu dla mojej koleżanki, wielkiej potteromaniaczki. Powiedziała, że lubi proste ciasta, więc takie o to zrobiłam - proste, lecz z dekoracją wymagającą powrotu do czasów przedszkola :)
Dobre brownie nie może być za suche - maksymalnie 20 min w rozgrzanym piekarniku, nie więcej! Do dekoracji można użyć marcepanu, bądź masy cukrowej. W przypadku bardziej wyrafinowanych konstrukcji, polecam użyć wykałaczek. Tylko koniecznie ostrzeżcie konsumujących, że gdzieś tam są! :)

Składniki:
- 200g mlecznej czekolady
- 70g ciemnej czekolady
- 200 g masła
- 4 jajka
- 150 g mąki
- 50 g cukru

Piekarnik rozgrzewamy do 180C. Czekolady topimy z masłem na małym ogniu. Nie pozwalamy miksturze na osiągnięcie zbyt wysokiej temperatury. Dodajemy jajka i mieszamy trzepaczką. Dodajemy cukier i mąkę i mieszamy trzepaczką, aż nie będzie grudek.
 Blachę wykładamy papierem do pieczenia i  przelewamy ciasto. Pieczemy przez 15-20 min. Studzimy przed krojeniem.

Dekoracje - najlepsza zabawa zaczyna się tutaj :) Warto w czasie robienia włożyć ozdoby do lodówki i potem ewentualnie dokończyć obróbkę, po jakimś czasie ciepły marcepan zaczyna się przyczepiać do palców.


Szalik Gryffindoru: żółta i czerwona masa marcepanowa.
Kawałki masy każdego koloru rozwałkowałam na desce na 1mm grubości i pokroiłam w paski o równej szerokości i długości. Potem na zmianę układałam je obok siebie i dociskałam palcem. Nożem o gładkim końcu zrobiłam końcówki od szalika.


Miotła: czarna i żółta masa marcepanowa + wykałaczka.
Czarną masę oblepiłam dookoła wykałaczki. Dolepiłam stożek z czarnej masy przy jednym z końców i uformowałam dół miotły. Nożem wycięłam "witki". Dolepiłam podpórki na nogi z żółtej masy.


Znicz: żółta i biała masa marcepanowa + jedna wykałaczka złamana na pół.
 Najsłodszy i najprostszy w zrobieniu :) Z żółtej masy uformowałam równą kulkę. Z dwóch stron wbiłam wykałaczki i oblepiłam je biała masą. Uformowałam skrzydełka i nożem wycięłam "piórka".

Sunday, 30 July 2017

The best of San Francisco!


Trochę się cieszę, a trochę mi smutno, że właśnie obrobiłam ostatnie zdjęcia z San Francisco. Jest Golden Gate Bridge, jest dzielnica Mission Dolores (to tam byłam w najlepszej wegańskiej restauracji ever - Gracias Madre) i są parki - Mission Dolores Park, Buena Vista Park i Golden Gate Park. Jest też kawałek oceanu, gdzie wiesz, że długo, długo przed Tobą nie ma nic. A także kilka zdjęć z Tilden Regional Park w Berkeley.
Te zdjęcia dobrze oddają klimat miasta- było spokojnie, blisko natury, nie spotkałam tłumów. Może to taka pora roku, może pogoda, a może wbrew pozorom San Francisco jest bardzo spokojnym miastem?

I am a bit happy and a bit sad that I finally finished editing last pictures from San Francisco. You will find here Golden Gate Bridge, Mission Dolores district (where I ate inn the best vegan restaurant ever - Gracias Madre) and parks - Mission Dolores Park, Buena Vista Park and Golden Gate Bridge Park. There is also a piece of ocean when you know that in front of you there is nothing but water for thousands of miles. And on top there are a few pics from Tilden Regional Park in Berkeley.
 Those shots are really faitful to the atmosphere in the city - it was calm, close to the nature, not crowded. Maybe it was the season, maybe the weather or maybe after all San Francisco is a very calm city?